Dzień 38

Na placu boju ciężka harówka.. panowie rozwalają nam komin. Chwilowo zrównali go ze stropem kuchni (czyli nie ma już nic nad dachem!). W kuchni pełno gruzu. Nie mogę doczekać się, aż kuchnia będzie wreszcie ogołocona z niepotrzebnych ścian i otwarta na ogród…

Za to pokój Ignasia został pokryty dziś pierwszą warstwą farby.. Jutro wieczorem zaprawki i do końca tygodnia będzie pomalowany na gotowo 🙂 No chyba że nam sufit opadnie na głowy..

Poniżej panele.. w zasadzie nic mi się nie podoba na 100%, a wybór w Irlandii w rozsądnej cenie jest żaden ;/ Od lewej nr 1 – na razie na pierwszym miejscu / 2 – odpada za trupia/ 3 podobnie co 2/ 4 – odpada, bo jest paskudna / 5 – z bliska ma bardzo nienaturalną strukturę/ 6 – byłby to mój ideał, gdyby nie to, że panele kupuje się jako mix kolorów (w próbce wysłali mi, geniusze, tylko te jasne, a ciemne przemilczeli)

Dodatkowo – dotarla do nas wanna do górnej łazienki- poczeka na instalacją kilka miesięcy, ale już JEST 🙂 Razem z wanną przyszły dwie baterie prysznicowe..

Share with:


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *